poniedziałek, 2 czerwca 2014

Husne

Nocowaliśmy w Wołowcu w hotelu o wdzięcznej nazwie Wiktoria :) Po całym dniu wędrówki w niemiłosiernym upale prysznic i łóżko były prawdziwym wybawieniem. 
Na drugi dzień w planach był Pikuj z Biłasowicy - podobno najbardziej strome podejście. Ale bolące kolano i zachowanie przewodnika niewarte komentarza skutecznie mnie zniechęciły. Zostałam z panią Teresą, która też nie miała ochoty na galop po górach i spędziłyśmy ten dzień w Husnem, gdzie reszta towarzystwa miała zejść. 

Husne jest równie malownicze jak Libuchora



Ponieważ była niedziela, ludzie szli do cerkwi. Śpiew popa słychać było dość wyraźnie w całej wsi. Jak się później przekonałyśmy, to zasługa solidnych głośników :)


Podziwiam tamtejsze kobiety - chodzenie w szpilkach po tych wertepach jest nie lada sztuką! 
tutaj najlepszym środkiem lokomocji jest gruzawik, autobusem pokonanie 40km zajęło nam 2 godziny


Chodziłyśmy sobie pół dnia po wsi, czasem zaczepiali nas mieszkańcy, zapraszali do siebie na mleko.





Widać, ze i tu się powoli zmienia, powstało gospodarstwo agroturystyczne jedyne, jakie spotkałyśmy


Bo na nocleg w "Prituloku" u stóp Pikuja, czyli schronisku nie można liczyć



A oto i sam Pikuj


Udało nam się wejść do cerkwi tuż po mszy




A później zrobiłyśmy sobie piknik na bardzo widokowej łące pachnącej macierzanką




Te niewinne obłoczki przemieniły się w chmury burzowe i trzeba było wracać


Na szczęście dotarłyśmy do autobusu przed ulewą, zdążyłyśmy nawet odwiedzić "magazin" :) Reszta towarzystwa nie miała szczęścia, wrócili z Pikuja kompletnie przemoczeni.

Jeszcze ostatnie spojrzenie na góry zza szyb autobusu i wracamy.


A Pikuj poczeka :)

Pozdrawiam serdecznie

5 komentarzy:

  1. Zachęcasz i reklamujesz ten wschód, że już planujemy wakacyjny wyjazd. Nie wiem jednak jak z wizami na Ukrainę. Trzeba mieć czy nie. Pozdrawiam i czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiz nie trzeba, tylko paszport i dużo cierpliwości to tamtejszych fatalnych dróg :) Ale warto, piękna kraina i bardzo gościnni ludzie.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. O, i właśnie, dlatego najlepiej nam się chodzi we własnym towarzystwie, tzn. ja i mąż; idziemy własnym tempem, jedno na drugie poczeka, stajemy, sapiemy, podziwiamy, a nie na wyścigi po górach, starzy już jesteśmy i nie nadajemy się na wyjazdy grupowe, gdzie młodzież z przewodnikiem pędzi; poza tym zawsze można zmienić plany, z czegoś zrezygnować lub dołożyć, bez złośliwych komentarzy czy zachowań, a zwłaszcza ze strony przewodnika, to niedopuszczalne; Maniu, góry stoją niezmiennie, na pewno kiedyś w dobrej sprawności i sprzyjającej pogodzie zdobędziesz Pikuj, i z lepszą opieką przewodnicką, a najlepiej z Waszym Prezesem; dla samych widoków warto było pojechać, i pooddychać atmosferą tamtejszych cerkiewek; pozdrawiam serdecznie. A Nuny nie było na wyprawie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, ja też wolę wyjazdy w gronie przyjaciół ale na Ukrainę to bym się sama nie odważyła jechać. Samo oznakowanie szlaków jest kiepskie. Bywałam w górach z różnymi przewodnikami ale wszyscy podchodzili poważnie do swoich obowiązków. Pewnie tam jeszcze wrócę, tyle pięknych gór przede mną :)
      A Nuna oczywiście nie pojechała, bo nie ma paszportu!
      Serdeczności

      Usuń
  3. Informuję wszystkich, że Husnym nie ma żadnej możliwości spania pod dachem. Kierując się różnymi relacjami, chcieliśmy się w tej wiosce skryć przed deszczem, no i się nie udało...

    OdpowiedzUsuń