Nie zrażeni kiepską pogodą ruszyliśmy na Połoninę Caryńską. Najpierw szliśmy przez las jakby żywcem wyjęty ze scenografii do Władcy Pierścieni
Niespodziewanie trafiłam na wawrzynka wilczełyko
Mgła w lesie gęstniała
Wyżej było zimowo
I oto mglisty szczyt, widoczność hmmmmm....
Odpoczywaliśmy na szczycie zastanawiając się, czy iść dalej czy wracać. Pogoda podjęła za nas decyzję, kiedy zaczęło się przejaśniać.
 |
Rawki | |
 |
Ustrzyki Górne | | | | | |
|
|
Jednak "okienko" dość szybko się zasłoniło i trzeba było wracać. Na pociechę wieczorem rozpaliliśmy ognisko.
Ostatniego dnia pogoda okazała się łaskawsza, wreszcie wyszło słońce i mogliśmy podziwiać Tarnicę spod schroniska.
I Caryńską w pełnej krasie
I wynurzającą się z mgły Holicę
Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy i trzeba było wracać. Jeszcze tylko czułe pożegnanie z gospodarzem Koliby, Spirytem
i obowiązkowa kawa w Siekierezadzie
Wracając odwiedziliśmy kilka cerkwi ale o tym innym razem.
Pozdrawiam serdecznie :)